ANTYFASZYZM

W kontekście katastrofy klimatycznej często mówi się o końcu cywilizacji, o upadku świata, który znamy, o rozpadzie istniejących dotąd struktur społecznych.  Doświadczenie mówi nam co innego. Katastrofa już tu jest, już tu bywała. Katastrofa klimatyczna to nie meteoryt, który w jednej chwili uderzy we wszystkich żyjących na świecie ludzi. To coraz częstsze ciągłe kataklizmy: powodzie, susze, pożary, huragany, głód. Lokalne i różnorodne. Gdy w różnych miejscach zdarzają się lokalne końce świata, nie dochodzi do zmiany systemu i upadku tego, co znaliśmy.

2017 rok, huragan Irma. Kontrole graniczne w Teksasie zostają utrzymane pomimo ogłoszenia ewakuacji z terenu. Na granicy jest zatrzymywany każdy, kto wygląda na imigranta. 2005 rok, huragan Katrina. Policja otwiera ogień do uciekinierów na moście Danziger. Od 1993 roku w Ceucie, na granicy Unii Europejskiej, staje wysoki na 6 metrów płot, który ma powstrzymać uciekinierów z klimatycznych wojen.

Strach pcha nas w stronę autorytaryzmu. Każdy stan nadzwyczajny był dotąd okazją, żeby państwo mogło rozszerzyć swoje wpływy, interweniować w sposób pozbawiony demokratycznej kontroli, autorytarny. Wraz z destabilizacją środowiska, gospodarki i relacji między krajami system władzy państwowej chwyci się mocniej środków, którymi już dysponuje, by utrzymać rozchwianą pozycję. Nie rozpadnie się, tylko rozrośnie.

Skutki katastrofy będą ograniczane przez militarne interwencje faszyzującego się państwa, które będzie czuwać nad podziałem zasobów. Na granicach staną mury i wieże kontrolne. Interwencja wojska w kolejne aspekty życia będzie uzasadniana koniecznością utrzymania porządku.

Wszechobecny militaryzm wzmacnia pseudodemokratyczne, scentralizowane, autorytarne władze; wzmacnia przekonanie, że wiele spraw jest ważniejszych od naszego wyboru. Taki typ władzy utrwala oparte na rywalizacji i podziałach, nierówne i zbudowane na wyzysku sposoby produkowania żywności, maszyn, ubrań, wszystkiego, co jest nam potrzebne. Koło się zamyka, bo to takie sposoby produkcji doprowadziły nas do uzależnienia od paliwożernych, emisyjnych i brudnych technologii.

To ze względu na ten mechanizm walka z katastrofą klimatyczną jest walką z faszyzmem. Z silną, centralną władzą, z wyzyskiem.

Jeśli chcemy zmiany w sposobie, w jaki użytkujemy zasoby Ziemi, potrzebujemy zdecentralizowanych, opartych na udziale i zgodzie form podejmowania i wdrażania decyzji. To one wspierają samowystarczalne, zbudowane na współpracy i sprawiedliwym podziale sposoby wytwarzania tego, czego potrzebujemy. Pozwalają na wolność i kreatywność, które umożliwią nam szukanie alternatywnych rozwiązań dla problemu z uzależnieniem od zasobów nieodnawialnych.

Potrzebujemy walki z faszyzmem, bo wiemy, że nie uda się zatrzymać kryzysu, zanim w wielu miejscach nie zacznie się katastrofa – potrzebujemy kolektywnych, a nie militarnych form ochrony przed jej skutkami. To od nich możemy zacząć, to je możemy już teraz tworzyć. Pomagając tym, którzy tracą pracę lub dom, zakładając spółdzielnie, po prostu wspierając się nawzajem w codziennym życiu.

Chcesz dowiedzieć się więcej? Zajrzyj do:
The Green Zone: The Environmental Costs of Militarism
Andreas Malm Fossil Capital
Alan Carter: A Radical Green Political Theory

W kontekście katastrofy klimatycznej często mówi się o końcu cywilizacji, o upadku świata, który znamy, o rozpadzie istniejących dotąd struktur społecznych.  Doświadczenie mówi nam co innego. Katastrofa już tu jest, już tu bywała. Katastrofa klimatyczna to nie meteoryt, który w jednej chwili uderzy we wszystkich żyjących na świecie ludzi. To coraz częstsze ciągłe kataklizmy: powodzie, susze, pożary, huragany, głód. Lokalne i różnorodne. Gdy w różnych miejscach zdarzają się lokalne końce świata, nie dochodzi do zmiany systemu i upadku tego, co znaliśmy.

2017 rok, huragan Irma. Kontrole graniczne w Teksasie zostają utrzymane pomimo ogłoszenia ewakuacji z terenu. Na granicy jest zatrzymywany każdy, kto wygląda na imigranta. 2005 rok, huragan Katrina. Policja otwiera ogień do uciekinierów na moście Danziger. Od 1993 roku w Ceucie, na granicy Unii Europejskiej, staje wysoki na 6 metrów płot, który ma powstrzymać uciekinierów z klimatycznych wojen.

Strach pcha nas w stronę autorytaryzmu. Każdy stan nadzwyczajny był dotąd okazją, żeby państwo mogło rozszerzyć swoje wpływy, interweniować w sposób pozbawiony demokratycznej kontroli, autorytarny. Wraz z destabilizacją środowiska, gospodarki i relacji między krajami system władzy państwowej chwyci się mocniej środków, którymi już dysponuje, by utrzymać rozchwianą pozycję. Nie rozpadnie się, tylko rozrośnie.

Skutki katastrofy będą ograniczane przez militarne interwencje faszyzującego się państwa, które będzie czuwać nad podziałem zasobów. Na granicach staną mury i wieże kontrolne. Interwencja wojska w kolejne aspekty życia będzie uzasadniana koniecznością utrzymania porządku.

Wszechobecny militaryzm wzmacnia pseudodemokratyczne, scentralizowane, autorytarne władze; wzmacnia przekonanie, że wiele spraw jest ważniejszych od naszego wyboru. Taki typ władzy utrwala oparte na rywalizacji i podziałach, nierówne i zbudowane na wyzysku sposoby produkowania żywności, maszyn, ubrań, wszystkiego, co jest nam potrzebne. Koło się zamyka, bo to takie sposoby produkcji doprowadziły nas do uzależnienia od paliwożernych, emisyjnych i brudnych technologii.

To ze względu na ten mechanizm walka z katastrofą klimatyczną jest walką z faszyzmem. Z silną, centralną władzą, z wyzyskiem.

Jeśli chcemy zmiany w sposobie, w jaki użytkujemy zasoby Ziemi, potrzebujemy zdecentralizowanych, opartych na udziale i zgodzie form podejmowania i wdrażania decyzji. To one wspierają samowystarczalne, zbudowane na współpracy i sprawiedliwym podziale sposoby wytwarzania tego, czego potrzebujemy. Pozwalają na wolność i kreatywność, które umożliwią nam szukanie alternatywnych rozwiązań dla problemu z uzależnieniem od zasobów nieodnawialnych.

Potrzebujemy walki z faszyzmem, bo wiemy, że nie uda się zatrzymać kryzysu, zanim w wielu miejscach nie zacznie się katastrofa – potrzebujemy kolektywnych, a nie militarnych form ochrony przed jej skutkami. To od nich możemy zacząć, to je możemy już teraz tworzyć. Pomagając tym, którzy tracą pracę lub dom, zakładając spółdzielnie, po prostu wspierając się nawzajem w codziennym życiu.

Chcesz dowiedzieć się więcej? Zajrzyj do:
The Green Zone: The Environmental Costs of Militarism
Andreas Malm Fossil Capital
Alan Carter: A Radical Green Political Theory

Close Menu