Józef Drzazgowski, Stowarzyszenie EKO-PRZYJEZIERZE


Tu się urodziłem, tu dorastałem i tu pewnie zakończę swoje życie. Jest to miejsce szczególne. Miejsce, gdzie uczyłem się żyć zgodnie z porami roku i korzystania z dóbr, jakie daje nam najbliższe otoczenie. Zawsze wyobrażałem sobie, że piękno przyrody i zabytków regionu można wykorzystać tak, by człowiek mógł korzystać, żyć z walorów tego, co mamy, nie niszcząc środowiska. Rozsądne inwestycje mogłyby być motorem rozwoju tego regionu. Mój kawałek Świata to Świat, w którym człowiek potrafi korzystać ze środowiska tak, by przyszłe pokolenia mogły powiedzieć, że żyli tu ludzie, nie barbarzyńcy. Zawsze mówię, że jesteśmy na tym Świecie tylko chwilę, i to, co pozostawimy po sobie, będzie świadczyć o nas. Człowiek, jako istota myśląca, ma obowiązek przewidywać skutki swoich decyzji. Moim marzeniem jest to, by moja mała Ojczyzna przez wiele pokoleń cieszyła, radowała zmysły tych, co przyjdą po nas.

Moja mała Ojczyzna, w której żyję od urodzenia, zawsze była pięknym regionem pogranicza Kujaw i Wielkopolski. Tu mój dziadek był rybakiem i Powstańcem Wielkopolskim, tu mój ojciec ciężko pracował i był żołnierzem wyklętym. Tu uczyli mnie szacunku do człowieka i środowiska. Jako młody człowiek związałem się z tym środowiskiem i zacząłem inwestować w branżę turystyczną. Miałem wiele planów rozwoju, ale cóż, oddziaływanie kopalni ograniczyły mój rozwój do minimum (przetrwania). Twierdzenie, że kopalnia to rozwój, to wielkie oszustwo i okłamywanie społeczeństwa. Kopalnia to zło, za które zapłacimy wszyscy kosztem naszego zdrowia, środowiska i oczywiście rozwoju.

Sąsiedztwo kopalni odkrywkowej (około 15 km od mojego miejsca pracy i zamieszkania) to przekleństwo dla środowiska, jak i dla osób tu żyjących i pracujących lub korzystających z walorów turystycznych regionu Pojezierza Gnieźnieńskiego. Skutki oddziaływania KWB Konin doprowadziły do upadku rolnictwa, jak i branży turystycznej, z której można było czerpać zyski i się rozwijać. Obecnie od wielu lat to stagnacja, brak rozwoju i upadek wielu firm żyjących do tej pory z turystki. Należy zadać pytanie, kto rozsądny będzie inwestował w turystykę, skoro niszczy się środowisko przyrodnicze?! Osobiście dla mnie – to straty w dochodach, jak i utrata wartości moich nieruchomości, i brak perspektyw rozwoju. Kończąc – kopalnie to niewyobrażalne zło dla tysięcy ludzi żyjących do tej pory z rolnictwa i turystyki; osób potrafiących żyć od pokoleń z dobra, jakim jest przyroda. Cóż, węgiel to kilka lat wydobycia, i co pozostanie? A zrównoważone rolnictwo i turystyka to miejsca pracy na setki lat, bez niszczenia otaczającej nas przyrody.

Nie widzę żadnego pozytywnego elementu w życiu w zasięgu oddziaływania kopalni odkrywkowej. W moich osobistych doświadczeniach to odebranie chęci dla dalszego rozwoju i wiary w sprawiedliwość. Zyski, jakimi chwali się branża górnicza, to zyski osiągnięte kosztem innych grup zawodowych i doprowadzeniem tych przedsiębiorstw w do upadku. Uważam, że branża górnicza nie liczy się z człowiekiem i otaczającym nas środowiskiem. Jedynym pozytywem mojej 12-letniej walki z gigantem jest to, że tysiące ludzi dowiedziało się, jakie jest prawdziwe oblicze wydobywania węgla brunatnego. Sąsiedztwo kopalni odkrywkowych węgla brunatnego to przekleństwo i zagłada.

Zapraszam wszystkich, którym dobro Regionu, Polski i całego Świata nie jest obojętne. Przyjedziecie, zobaczycie wspaniały region – jego dziedzictwo historyczne, kulturalne i przyrodnicze. Region, który od wielu lat boryka się z bezmyślną działalnością człowieka, korzystającego z jego bogactw bez umiaru i doprowadzając do zagłady jakże cennych walorów przyrodniczych, które powinny być wartością bezcenną. Zobaczycie, jak krótkowzroczna, bezmyślna, rabunkowa gospodarka ludzi, dla których liczy się tylko zysk, potrafi zniszczyć środowisko. Musimy razem powiedzieć stanowcze „Nie” niszczeniu Ziemi, która jest naszym najważniejszym dobrem. Musimy wykrzyczeć, że niszcząc to dobro, niszczymy naszą cywilizację. Musimy też uświadomić ludziom odpowiedzialnym za przyszłość naszej Planety, że czas na opamiętanie, bo Ziemię mamy tylko jedną i to od nas zależy jej przyszłość. Jeśli tego nie zrobimy, to jaki los czeka nasze dzieci, wnuki i przyszłe pokolenia? To w naszych czynach jest przyszłość naszej Ziemi.

Renata Walczak, mieszkanka Babiaka zagrożonego powstaniem odkrywki Dęby Szlacheckie


Babiak jest miejscem dla ludzi, którzy nie lubią wyszukanego czy miejskiego życia, dla których bliskość natury i życzliwe sąsiedztwo są konieczne do życia. Babiak dla większości z nas to równoznacznik rodziny i przyjaciół. Przez wiele lat moje życie było bardzo proste, skupione na rodzinie, pracy. Złe rzeczy działy się gdzieś daleko. Babiak wydawał się oddalony od nieprzyjaznego świata, oczywiście mieliśmy swoje problemy, ale jakoś można było je rozwiązać.
Zagrożenie przyniesione przez plany budowy odkrywki węgla brunatnego przewróciło moje życie do góry nogami.

Ponieważ opinie na temat odkrywki były skrajnie różne, postanowiłam na własne oczy przekonać się z czym wiąże się kopalnia odkrywkowa. Zrobiłam sobie po prostu wycieczkę po odkrywkach. Odkrywki Tomisławice, Drzewce, Kleczew, Koźmin, a także rekultywowany teren po odkrywce Lubstów spowodowały, że poczułam przerażenie a dodatkowo rozmowy z ludźmi, którzy mieli do czynienia z bezwzględnością przemysłu wydobywczego wprawiły mnie w panikę.

Zdarzają się sytuacje, w których ludzie eksmitowani są na bruk i latami przed sądami próbują odzyskać swój majątek, bardzo trudno uzyskać odszkodowania za zniszczenia spowodowane przez odkrywki, bardzo często są one nieadekwatne do szkody, zdarzają się sytuacje, że ludzie są obciążani podatkami od gruntów inwestycyjnych płaconych do gminy za ziemię, z której korzysta kopalnia. Jest to tym bardziej szokujące, że rolnik ponosi koszty za działalność, z której nie ma żadnej korzyści. Co więcej jego zyski są mniejsze, ponieważ lej depresji powoduje osuszenie terenu.

Rolnicy, którzy uprawiają ziemię po zasypanych dołach odkrywkowych twierdzą, że ziemia ta jest wyjątkowo trudna, woda z niej szybko paruje i robi się twarda jak skała, a w przypadku deszczu trzeba szybko uciekać z pola, ponieważ sprzęt rolniczy grzęźnie i wyciągnąć go można dopiero jak wyschnie. Do tego dołożyć należy jeszcze lazurowe jeziora, które są składowiskami popiołów z elektrowni, dziury po wydobyciu węgla zasypane śmieciami, a obraz katastrofy staje się coraz bardziej widoczny. Żadna instytucja kontrolna państwa nie obejmuje tego całościowo, Uświadomiłam to sobie, gdy dowiedziałam się, że obok dołu zasypanego śmieciami, wydobywa się i butelkuje wodę. Początkowy szok zastąpiła ulga, gdy pomyślałam, że nigdy tej wody nie piłam…

Najgorszym doświadczeniem była dla mnie wizyta na odkrywce Drzewce. Ogromna góra niczym nieporośniętej ziemi, w dole maleńka wioska, drogą oddzielona od torfowiska. W wyniku osuszania terenu torfowisko ulegało samozapłonowi. Kłęby dymu oraz kurz niesiony z odkrywki, spowodowały, że pomyślałam, że tak może wyglądać piekło. A wśród tego pechowcy, którzy nic złego przecież nie uczynili. Los postawił ich tylko na drodze prywatnego inwestora, który dla zysku udziałowców zaoszczędził na wykupie ich nieruchomości. Dla mnie było to tym bardziej wstrząsające, że los nas, mieszkańców Babiaka byłby porównywalny. My też bylibyśmy skazani na nędzną egzystencję na skraju odkrywki.

Niebywałą rzeczą było uświadomienie sobie własnej ślepoty – jak straszne rzeczy działy się w mojej okolicy a ja tego nie widziałam. Patrzyłam i nie widziałam. Uświadomienie sobie faktu, że być może jestem świadkiem największej katastrofy ekologicznej było jak cios odbierający oddech. Zniknęła rzeka Noteć na odcinku ponad 30 km, znikają jeziora, rolnicy mają mniejsze plony, drzewa usychają, wszyscy mówią, że Wielkopolska pustynnieje ale nikt nie chce zobaczyć wspólnego czynnika, który sieje spustoszenie.

„Odkrywkowa ślepota” dotyka władze na każdym szczeblu. Władze lokalne widzą tylko i wyłącznie wpływy do budżetu, władze wojewódzkie muszą liczyć się z Koninem i Turkiem, bo tam są przecież ich wyborcy, rząd nie ma natomiast odwagi, żeby zmienić sposób zapewniania energii, żeby nie narazić się górnikom. My, przeciwnicy odkrywek jesteśmy postrzegani jako „eko-oszołomy”, przeciwnicy postępu, ale tak naprawdę to my mamy odwagę powiedzieć, że odkrywka niesie więcej szkody niż pożytku, że koszty tak naprawdę ponoszą ludzie, którzy muszą egzystować wokół odkrywek. A przecież na naszych oczach świat się zmienia, rodzą się nowe technologie i najwyższy czas, aby pozyskiwać potrzebną nam energię bez zużywania surowców, które powinny zostać w ziemi.

Andrzej Dąbek, Radny Gminy Ślesin

Trudność mojej sytuacji polega na niebezpieczeństwie zamieszkiwania w bardzo bliskim sąsiedztwie kopalni odkrywkowej, która powoduje bardzo duże uciążliwości: zwiększenie hałasu, zwiększenie zapylenia powietrza, zwiększenie ruchu pojazdów przemysłowych, odwodnienie terenu oraz drastyczną zmianę krajobrazu. Mój dom znajduje się na ziemi, która od kilku pokoleń należy do mojej rodziny (byliśmy na niej na długo przed kopalnią). Nie chcielibyśmy uciekać z naszego domu. To miejsce do życia wybraliśmy między innymi z powodu wiejskiego, nieuprzemysłowionego spokojnego otoczenia.

Wcześniej wieś, w której mieszkam, dynamicznie się rozwijała – mieszkańców przybywało, gospodarstwa się rozwijały, inwestowano w infrastrukturę. W obecnej chwili czarne widmo nadejścia kopalni ciąży nade mną, jak i nad mieszkańcami tego regionu. U większości powoduje poczucie braku stabilizacji, zaniechanie inwestycji prywatnych i samorządowych oraz ciągłą niepewność co do przyszłości.

Najgorsza jest niepewność związana z miejscem zamieszkania: czy nie utracę swojego domu, czy nie będę musiał się przeprowadzać i szukać zatrudnienia w innym miejscu, szukać nowych znajomych. Nie tylko rolnicy mogą stracić swoje miejsca pracy, także osoby prowadzące działalność gospodarczą w przypadku wysiedlenia tracą zdobytą pozycję rynkową, klientów. Dodatkowo już teraz pośród mieszkańców, a nawet poszczególnych rodzin, tworzą się głębokie podziały i napięcia. Istniejąca od 100 lat szkoła z powodu niepewnej przeszłości już zaczyna tracić uczniów, a co za tym idzie, jest zagrożona zamknięciem. A przecież przetrwała wojnę światową, czasy dużego niedostatku. Zagrożona szkoła jest niezastąpionym miejscem spotkań mieszkańców podczas częstych imprez, daje także zatrudnienie dla wielu osób.

Realne plany na przyszłość nie odbiegają w swoich generalnych założeniach od planów, jakie mieli ludzie na tym terenie od zawsze. Przypomnę tylko, że niedawno odkryliśmy w naszej wsi grobowce megalityczne ludności sprzed 5000 lat, która osiedliła się w tym miejscu ze względu na żyzność gleb i bliskie sąsiedztwo zbiorników wodnych. My też pragniemy w tym miejscu produkować zdrową żywność, budować domy, rozwijać przy tym drobne usługi. Chcielibyśmy również rozwijać turystykę, promować zdrowy tryb życia w poszanowaniu tego, co daje nam w tym miejscu natura. Mówiąc o darach natury, mam na myśli głownie wysokowydajne ziemie, lasy oraz sąsiedztwo czystych polodowcowych jezior, stanowiące niebywałą atrakcją turystyczną. Te dwie gałęzie rozwoju – rolnictwo i turystyka – są właśnie głównie zagrożone przez kopalnię odkrywkową, która niszczy nieodwracalnie ziemię i odpompowuje wodę do głębokości 85 metrów w głąb ziemi! W przypadku powstania kopalni, po tysiącach lat skończyłby się czas prosperity tego regionu, krajobraz z rajskiego zmieniłby się na pustynny.

Józef Drzazgowski, Stowarzyszenie EKO-PRZYJEZIERZE


Tu się urodziłem, tu dorastałem i tu pewnie zakończę swoje życie. Jest to miejsce szczególne. Miejsce, gdzie uczyłem się żyć zgodnie z porami roku i korzystania z dóbr, jakie daje nam najbliższe otoczenie. Zawsze wyobrażałem sobie, że piękno przyrody i zabytków regionu można wykorzystać tak, by człowiek mógł korzystać, żyć z walorów tego, co mamy, nie niszcząc środowiska. Rozsądne inwestycje mogłyby być motorem rozwoju tego regionu. Mój kawałek Świata to Świat, w którym człowiek potrafi korzystać ze środowiska tak, by przyszłe pokolenia mogły powiedzieć, że żyli tu ludzie, nie barbarzyńcy. Zawsze mówię, że jesteśmy na tym Świecie tylko chwilę, i to, co pozostawimy po sobie, będzie świadczyć o nas. Człowiek, jako istota myśląca, ma obowiązek przewidywać skutki swoich decyzji. Moim marzeniem jest to, by moja mała Ojczyzna przez wiele pokoleń cieszyła, radowała zmysły tych, co przyjdą po nas.

Moja mała Ojczyzna, w której żyję od urodzenia, zawsze była pięknym regionem pogranicza Kujaw i Wielkopolski. Tu mój dziadek był rybakiem i Powstańcem Wielkopolskim, tu mój ojciec ciężko pracował i był żołnierzem wyklętym. Tu uczyli mnie szacunku do człowieka i środowiska. Jako młody człowiek związałem się z tym środowiskiem i zacząłem inwestować w branżę turystyczną. Miałem wiele planów rozwoju, ale cóż, oddziaływanie kopalni ograniczyły mój rozwój do minimum (przetrwania). Twierdzenie, że kopalnia to rozwój, to wielkie oszustwo i okłamywanie społeczeństwa. Kopalnia to zło, za które zapłacimy wszyscy kosztem naszego zdrowia, środowiska i oczywiście rozwoju.

Sąsiedztwo kopalni odkrywkowej (około 15 km od mojego miejsca pracy i zamieszkania) to przekleństwo dla środowiska, jak i dla osób tu żyjących i pracujących lub korzystających z walorów turystycznych regionu Pojezierza Gnieźnieńskiego. Skutki oddziaływania KWB Konin doprowadziły do upadku rolnictwa, jak i branży turystycznej, z której można było czerpać zyski i się rozwijać. Obecnie od wielu lat to stagnacja, brak rozwoju i upadek wielu firm żyjących do tej pory z turystki. Należy zadać pytanie, kto rozsądny będzie inwestował w turystykę, skoro niszczy się środowisko przyrodnicze?! Osobiście dla mnie – to straty w dochodach, jak i utrata wartości moich nieruchomości, i brak perspektyw rozwoju. Kończąc – kopalnie to niewyobrażalne zło dla tysięcy ludzi żyjących do tej pory z rolnictwa i turystyki; osób potrafiących żyć od pokoleń z dobra, jakim jest przyroda. Cóż, węgiel to kilka lat wydobycia, i co pozostanie? A zrównoważone rolnictwo i turystyka to miejsca pracy na setki lat, bez niszczenia otaczającej nas przyrody.

Nie widzę żadnego pozytywnego elementu w życiu w zasięgu oddziaływania kopalni odkrywkowej. W moich osobistych doświadczeniach to odebranie chęci dla dalszego rozwoju i wiary w sprawiedliwość. Zyski, jakimi chwali się branża górnicza, to zyski osiągnięte kosztem innych grup zawodowych i doprowadzeniem tych przedsiębiorstw w do upadku. Uważam, że branża górnicza nie liczy się z człowiekiem i otaczającym nas środowiskiem. Jedynym pozytywem mojej 12-letniej walki z gigantem jest to, że tysiące ludzi dowiedziało się, jakie jest prawdziwe oblicze wydobywania węgla brunatnego. Sąsiedztwo kopalni odkrywkowych węgla brunatnego to przekleństwo i zagłada.

Zapraszam wszystkich, którym dobro Regionu, Polski i całego Świata nie jest obojętne. Przyjedziecie, zobaczycie wspaniały region – jego dziedzictwo historyczne, kulturalne i przyrodnicze. Region, który od wielu lat boryka się z bezmyślną działalnością człowieka, korzystającego z jego bogactw bez umiaru i doprowadzając do zagłady jakże cennych walorów przyrodniczych, które powinny być wartością bezcenną. Zobaczycie, jak krótkowzroczna, bezmyślna, rabunkowa gospodarka ludzi, dla których liczy się tylko zysk, potrafi zniszczyć środowisko. Musimy razem powiedzieć stanowcze „Nie” niszczeniu Ziemi, która jest naszym najważniejszym dobrem. Musimy wykrzyczeć, że niszcząc to dobro, niszczymy naszą cywilizację. Musimy też uświadomić ludziom odpowiedzialnym za przyszłość naszej Planety, że czas na opamiętanie, bo Ziemię mamy tylko jedną i to od nas zależy jej przyszłość. Jeśli tego nie zrobimy, to jaki los czeka nasze dzieci, wnuki i przyszłe pokolenia? To w naszych czynach jest przyszłość naszej Ziemi.

Renata Walczak, mieszkanka Babiaka zagrożonego powstaniem odkrywki Dęby Szlacheckie


Babiak jest miejscem dla ludzi, którzy nie lubią wyszukanego czy miejskiego życia, dla których bliskość natury i życzliwe sąsiedztwo są konieczne do życia. Babiak dla większości z nas to równoznacznik rodziny i przyjaciół. Przez wiele lat moje życie było bardzo proste, skupione na rodzinie, pracy. Złe rzeczy działy się gdzieś daleko. Babiak wydawał się oddalony od nieprzyjaznego świata, oczywiście mieliśmy swoje problemy, ale jakoś można było je rozwiązać.
Zagrożenie przyniesione przez plany budowy odkrywki węgla brunatnego przewróciło moje życie do góry nogami.

Ponieważ opinie na temat odkrywki były skrajnie różne, postanowiłam na własne oczy przekonać się z czym wiąże się kopalnia odkrywkowa. Zrobiłam sobie po prostu wycieczkę po odkrywkach. Odkrywki Tomisławice, Drzewce, Kleczew, Koźmin, a także rekultywowany teren po odkrywce Lubstów spowodowały, że poczułam przerażenie a dodatkowo rozmowy z ludźmi, którzy mieli do czynienia z bezwzględnością przemysłu wydobywczego wprawiły mnie w panikę.

Zdarzają się sytuacje, w których ludzie eksmitowani są na bruk i latami przed sądami próbują odzyskać swój majątek, bardzo trudno uzyskać odszkodowania za zniszczenia spowodowane przez odkrywki, bardzo często są one nieadekwatne do szkody, zdarzają się sytuacje, że ludzie są obciążani podatkami od gruntów inwestycyjnych płaconych do gminy za ziemię, z której korzysta kopalnia. Jest to tym bardziej szokujące, że rolnik ponosi koszty za działalność, z której nie ma żadnej korzyści. Co więcej jego zyski są mniejsze, ponieważ lej depresji powoduje osuszenie terenu.

Rolnicy, którzy uprawiają ziemię po zasypanych dołach odkrywkowych twierdzą, że ziemia ta jest wyjątkowo trudna, woda z niej szybko paruje i robi się twarda jak skała, a w przypadku deszczu trzeba szybko uciekać z pola, ponieważ sprzęt rolniczy grzęźnie i wyciągnąć go można dopiero jak wyschnie. Do tego dołożyć należy jeszcze lazurowe jeziora, które są składowiskami popiołów z elektrowni, dziury po wydobyciu węgla zasypane śmieciami, a obraz katastrofy staje się coraz bardziej widoczny. Żadna instytucja kontrolna państwa nie obejmuje tego całościowo, Uświadomiłam to sobie, gdy dowiedziałam się, że obok dołu zasypanego śmieciami, wydobywa się i butelkuje wodę. Początkowy szok zastąpiła ulga, gdy pomyślałam, że nigdy tej wody nie piłam…

Najgorszym doświadczeniem była dla mnie wizyta na odkrywce Drzewce. Ogromna góra niczym nieporośniętej ziemi, w dole maleńka wioska, drogą oddzielona od torfowiska. W wyniku osuszania terenu torfowisko ulegało samozapłonowi. Kłęby dymu oraz kurz niesiony z odkrywki, spowodowały, że pomyślałam, że tak może wyglądać piekło. A wśród tego pechowcy, którzy nic złego przecież nie uczynili. Los postawił ich tylko na drodze prywatnego inwestora, który dla zysku udziałowców zaoszczędził na wykupie ich nieruchomości. Dla mnie było to tym bardziej wstrząsające, że los nas, mieszkańców Babiaka byłby porównywalny. My też bylibyśmy skazani na nędzną egzystencję na skraju odkrywki.

Niebywałą rzeczą było uświadomienie sobie własnej ślepoty – jak straszne rzeczy działy się w mojej okolicy a ja tego nie widziałam. Patrzyłam i nie widziałam. Uświadomienie sobie faktu, że być może jestem świadkiem największej katastrofy ekologicznej było jak cios odbierający oddech. Zniknęła rzeka Noteć na odcinku ponad 30 km, znikają jeziora, rolnicy mają mniejsze plony, drzewa usychają, wszyscy mówią, że Wielkopolska pustynnieje ale nikt nie chce zobaczyć wspólnego czynnika, który sieje spustoszenie.

„Odkrywkowa ślepota” dotyka władze na każdym szczeblu. Władze lokalne widzą tylko i wyłącznie wpływy do budżetu, władze wojewódzkie muszą liczyć się z Koninem i Turkiem, bo tam są przecież ich wyborcy, rząd nie ma natomiast odwagi, żeby zmienić sposób zapewniania energii, żeby nie narazić się górnikom. My, przeciwnicy odkrywek jesteśmy postrzegani jako „eko-oszołomy”, przeciwnicy postępu, ale tak naprawdę to my mamy odwagę powiedzieć, że odkrywka niesie więcej szkody niż pożytku, że koszty tak naprawdę ponoszą ludzie, którzy muszą egzystować wokół odkrywek. A przecież na naszych oczach świat się zmienia, rodzą się nowe technologie i najwyższy czas, aby pozyskiwać potrzebną nam energię bez zużywania surowców, które powinny zostać w ziemi.

Andrzej Dąbek, Radny Gminy Ślesin

Trudność mojej sytuacji polega na niebezpieczeństwie zamieszkiwania w bardzo bliskim sąsiedztwie kopalni odkrywkowej, która powoduje bardzo duże uciążliwości: zwiększenie hałasu, zwiększenie zapylenia powietrza, zwiększenie ruchu pojazdów przemysłowych, odwodnienie terenu oraz drastyczną zmianę krajobrazu. Mój dom znajduje się na ziemi, która od kilku pokoleń należy do mojej rodziny (byliśmy na niej na długo przed kopalnią). Nie chcielibyśmy uciekać z naszego domu. To miejsce do życia wybraliśmy między innymi z powodu wiejskiego, nieuprzemysłowionego spokojnego otoczenia.

Wcześniej wieś, w której mieszkam, dynamicznie się rozwijała – mieszkańców przybywało, gospodarstwa się rozwijały, inwestowano w infrastrukturę. W obecnej chwili czarne widmo nadejścia kopalni ciąży nade mną, jak i nad mieszkańcami tego regionu. U większości powoduje poczucie braku stabilizacji, zaniechanie inwestycji prywatnych i samorządowych oraz ciągłą niepewność co do przyszłości.

Najgorsza jest niepewność związana z miejscem zamieszkania: czy nie utracę swojego domu, czy nie będę musiał się przeprowadzać i szukać zatrudnienia w innym miejscu, szukać nowych znajomych. Nie tylko rolnicy mogą stracić swoje miejsca pracy, także osoby prowadzące działalność gospodarczą w przypadku wysiedlenia tracą zdobytą pozycję rynkową, klientów. Dodatkowo już teraz pośród mieszkańców, a nawet poszczególnych rodzin, tworzą się głębokie podziały i napięcia. Istniejąca od 100 lat szkoła z powodu niepewnej przeszłości już zaczyna tracić uczniów, a co za tym idzie, jest zagrożona zamknięciem. A przecież przetrwała wojnę światową, czasy dużego niedostatku. Zagrożona szkoła jest niezastąpionym miejscem spotkań mieszkańców podczas częstych imprez, daje także zatrudnienie dla wielu osób.

Realne plany na przyszłość nie odbiegają w swoich generalnych założeniach od planów, jakie mieli ludzie na tym terenie od zawsze. Przypomnę tylko, że niedawno odkryliśmy w naszej wsi grobowce megalityczne ludności sprzed 5000 lat, która osiedliła się w tym miejscu ze względu na żyzność gleb i bliskie sąsiedztwo zbiorników wodnych. My też pragniemy w tym miejscu produkować zdrową żywność, budować domy, rozwijać przy tym drobne usługi. Chcielibyśmy również rozwijać turystykę, promować zdrowy tryb życia w poszanowaniu tego, co daje nam w tym miejscu natura. Mówiąc o darach natury, mam na myśli głownie wysokowydajne ziemie, lasy oraz sąsiedztwo czystych polodowcowych jezior, stanowiące niebywałą atrakcją turystyczną. Te dwie gałęzie rozwoju – rolnictwo i turystyka – są właśnie głównie zagrożone przez kopalnię odkrywkową, która niszczy nieodwracalnie ziemię i odpompowuje wodę do głębokości 85 metrów w głąb ziemi! W przypadku powstania kopalni, po tysiącach lat skończyłby się czas prosperity tego regionu, krajobraz z rajskiego zmieniłby się na pustynny.

Close Menu